Szczypior
Admin
 Admin
| Posty: 603 |   | Oklaski: 12
|
Mistrzostwa Świata: mecz o trzecie miejsce - 2010/07/09 21:29
Mistrzostwa w Republice Południowej Afryki wchodzą w finałową fazę. W sobotę i w niedzielę poznamy ostateczne rozstrzygnięcia i dowiemy się kto zostanie Mistrzem Świata. Jednak póki dowiemy się który z zespołów zostanie najlepszą drużyną globu, przekonamy się kto sięgnie po brązowy medal.
URUGWAJ - NIEMCY
W sobotę o godzinie 20:30 na stadionie imienia Nelsona Mandeli w na Bay Stadium w Port Elizabeth, położonego na północ od jeziora North End rozegrany zostanie mecz o trzecie miejsce. Stadion pomieścić może blisko pięćdziesiąt tysięcy widzów i został zbudowany wokół akwenu wodnego specjalnie, na Mistrzostwa Świata. Na przeciw siebie staną zespoły reprezentujące Amerykę Południową oraz Europę. Warto przypomnieć, że bardzo niewiele drużyna europejskich, co było wielkim zaskoczeniem, przebrnęło przez fazę grupową. To właśnie drużyny z Ameryki Południowej dominowały i stanowiły ogromną większość, a zespoły z Europy, z różnych względów były jakby w odwrocie. Włochy, Francja, Anglia to tylko kilka przykładów drużyn, które odpadły wcześnie, wydaje się, że zbyt wcześnie... Wiele czynników przełożyło się na taki obraz mistrzostw. W przypadku jednych były to problemy mentalne wewnątrz drużyny i zaostrzanie się konfliktów, kryzysy obyczajowe, bądź złe podejście do zawodników. Jednakże wyraźnie widać, choćby po Hiszpanii, która dotarła do finału, że problemy również leżą gdzie indziej. Drużyny z Ameryki Południowej zagrały o wiele mniej spotkań, niż ich europejscy odpowiednicy. Premiership czy Primiera Division to ligi w których wielu zawodników ma na swoich barkach po pięćdziesiąt, albo i więcej meczów. Widać było gołym okiem, iż drużyny ze Starego Kontynentu nie prezentowały ani polotu, ani świeżości. Mało który zespół (wyjątek choćby Niemcy, choć i ci "siedli" w najważniejszym meczu) prezentował odpowiednią motorykę i przygotowanie fizyczne. Na ich tle, zespoły z drugiej półkuli wyglądały wyraźnie lepiej. Mimo to iż po fazie grupowej z Europy grało tylko sześć zespołów, aż trzy z nich mają szanse powalczyć o medale i wiemy na pewno, że całe podium Mistrzostw w RPA mogą zająć zespoły ze Starego Kontynentu. Z obu Ameryk, na siedem zespołów pozostał jeden. Zwyciężyła więc chyba starokontynentowa rutyna. Do ścisłego finału doszły zespoły Hiszpanii oraz Holandii, a więc drużyny, prezentujące się słabo od początku spotkań grupowych. Podopieczni Del Bosque przegrali przecież w pierwszym spotkaniu ze Szwajcarią, a następnie wcale nie grali lepiej (wydaje się nawet, że gorzej), ale wygrywali. W meczu z Paragwajem zagrali fatalnie i omal nie odpadli, zaś w pojedynku z Niemcami, nie zagrali olśniewająco, czy chociaż umiarkowanie dobrze (jak starali się przedstawić to nam komentatorzy telewizyjni), ale zwyczajnie przeciętnie czy wręcz słabo. Tak samo prezentuje się Holandia z tym że jest mała różnica. Holendrzy od początku grają zachowawczo, choć mogą grać lepiej, co przynosi rewelacyjne efekty - wyciągnęli widać wnioski z Mistrzostw Europy - zaś Hiszpanie starają się grać lepiej, ale zwyczajnie im nie wychodzi - ale mimo to wykoleili niemiecką lokomotywę i wyszło im to nadzwyczaj łatwo. Te mistrzostwa są dziwne, i są dziwne z wielu względów. Chyba wszyscy wiemy z jakich. Najważniejsze co zapamiętamy z mistrzostw? Piłkę Jabulani, Wuwuzele, fatalny poziom sędziowania i spory z FIFĄ o wprowadzenie powtórek, bądź sposobu na poprawienie jakości gry od strony prowadzenia spotkań? To pytania retoryczne. A jak same spotkania? Czy faktycznie poziom jest porównywalny z poprzednimi latami? Na pewno nie. Widać to po średniej ilości strzelonych bramek na mecz, po poszczególnych spotkaniach, które nie są porywające, wreszcie po zachowawczej grze drużyn, szczególnie w pierwszej części turnieju. Ile faktycznie było tak zwanych "mega meczów"? Niezbyt wiele. A czy meczem "taktyki" można nazwać pojedynek Hiszpanii z Niemcami? To raczej tylko usprawiedliwienie, bo oba zespoły zwyczajnie bały się zaatakować. Wreszcie jak wielcy piłkarze? Co po tych mistrzostwach powiedzą Rooney, Cristiano Roonaldo czy choćby Messi - na jego temat możemy polemizować, gdyż wielu uważa, że pomimo nie strzelonej bramki zagrał dobrze - ja uważam, że od takiego piłkarza można, a nawet trzeba wymagać więcej, wymagać magii, polotu finezji i znakomitej gry. Tego przecież nie było, albo było w ilościach zdawkowych. Gdzie są geniusze mistrzostw na miarę Romario czy Roberto Baggio? Urugwaj i Niemcy, grające w ostatnim i najważniejszym meczu ich mistrzostw (choć biorąc pod uwagę wypowiedź Lama - kapitana reprezentacji - wcale takim nie jest) to mimo wszystko zaskoczenie. Pozycja Urugwaju, który doszedł do półfinału, a teraz zagra o trzecie miejsce to sensacja, biorąc pod uwagę to, że odpadły takie tuzy jak Brazylia czy Argentyna. Jednakże wystarczy spojrzeć na drabinkę piłkarzy z Ameryki Południowej, by spostrzec, że ta, do najtrudniejszych nie należała. Urugwaj po fazie grupowej, w której mieli sporo szczęścia trafiając na niedysponowaną Francję i w meczu "na remis" z meksykiem wygrywając 1:0, zmierzyli się z Koreą Południową i mieli spore problemy szczególnie w drugiej połowie, gdy przeciwnik ich stłamsił i narzucił swój styl gry, Urugwaj się cofnął i zostałby zmieciony, gdyby nie błysk świetnego Suareza. Mecz z Ghaną był meczem wspaniałym pod względem dramaturgii (ręka Suareza - znów Suarez - rzut karny w ostatniej minucie gry i pamiętny dramat Gayana) był fenomenalny. Z Holendrami zabrakło im już wiele. Zdołali odpowiedzieć po straconej bramce, ale w drugiej odsłonie Pomarańcze zagrały jak zwykle, strzelając dwie bramki praktycznie z niczego. Forlan i koledzy odpowiedzieli zbyt późno, bo choć w końcówce rzucili się heroicznie na rywala, ostatecznie zabrakło im czasu, bo Holendrzy stali jak wryci w murawę. Niemcy mistrzostwa rozpoczęli fenomenalnie i po pierwszych meczach byli najlepiej prezentującym się zespołem. W drugim meczu mieli nieco pecha i na pewno słabszy dzień, bo przegrali z Serbią i wydaje się, że zasłużenie pomimo, że często, grając w dziesiątkę, kontrolowali grę i nie wykorzystali karnego. Wyszli z pierwszego miejsca i nikt nie mógł ich zatrzymać. Wykolegowali Anglię i nawet gdyby po pierwszej połowie było 2:2 (znów pamiętny – nie uznany gol) i tak moim zdaniem zwyciężyliby w regulaminowym czasie gry. Mówienie w tym przypadku, że Anglików zabiła demotywacja w drugiej połowie mija się z celem, bo nawet gdyby wyszli rozpromienieni i pełni wiary na drugą część meczu, sił wystarczyłoby im na jeden kwadrans i gdyby w tym czasie nie strzelili gola i tak prawdopodobnie nie daliby rady. Spotkanie z Argentyną było majstersztykiem, a zdumiony Maradona, którego zespół nie miał przecież do meczu z naszymi sąsiadami trudnego rywala, płakał z żalu. Niemcy rozgromili Argentynę, ale cóż z tego, gdy w meczów z Hiszpanią zawiedli i nie pokazali swoich atutów. Teraz moim zdaniem, lokomotywa Lowa ruszy ponownie. Niemcy mieli chwilę przestoju - w najważniejszym momencie - ale teraz się to odmieni. Ballacka tej drużynie chyba już nie potrzeba. Sam były piłkarz Chelsea, a obecnie Bayeru Leverkusen wie to doskonale. Zespół Lowa to połączenie rutyny i wyrachowania, z młodzieńczą spontanicznością, żywiołowością i umiejętnościami technicznymi. Niemcy znów odżyją, a dla Urugwaju dojście do tego momentu i tak jest wielkim osiągnięciem. Następne lata dla młodego teamu Niemiec zapowiadają się barwnie.
Typ: Niemcy
Edytowany przez: yurys, w: 2010/07/09 21:50
|