Loża Ekspertów

Drukuj Wpisz e-mail:
Oceny: / 0
KiepskiBardzo dobry 
Wpisał: Vindom   
10.03.2010.
LE: Lille - Liverpool & Valencia - Werder Brema
Sporą dawkę emocji powinny dostarczyć nam konfrontacje Lille z Liverpoolem oraz Valencii z Werderem.

 

Lille – Liverpool 1X

W czwartek wieczorem na Stade Lille Metropole de Villeneuve Lille OSC podejmować będzie Liverpool w ramach 1/8 Ligi Europy. Dla obu drużyn będzie to pierwsze, historyczne starcie, gdyż wcześniej nie miały okazji ze sobą konkurować. Faworytem tego dwumeczu są oczywiście podopieczni Rafy Beniteza. Lille, choć nie zalicza się do piłkarskiej czołówki Europy na pewno będzie wymagającym rywalem dla Anglików.

W poprzedniej rundzie rozgrywek los skojarzył Lille z tureckim Fenerbahce Stambuł. Nie była to łatwa przeprawa dla zespołu prowadzonego przez Rudy Garcię. Spotkanie we Francji zakończyło się zwycięstwem Les Dogues. Do rewanżu przystępowali z jedną bramką zaliczki, tak więc remis wystarczał im do awansu. Jednakże Fenerbahce nie zamierzało tanio sprzedać skóry i postawiło ciężkie warunki. Narzucili swoje tempo gry i na przerwę schodzili prowadząc. Ten wynik zapewniał im przejście do następnej rundy.

Zmiana stron wprowadziła ożywienie w szeregi Francuzów, którzy zaczęli dominować na boisku. Z wielką łatwością stworzyli sobie kilka znakomitych okazji do wyrównania wyniku, lecz żadnej nie udało się wykorzystać. Goście gonili wynik i w końcu dopięli swego. Znakomitym strzałem głową na pięć minut przed końcem meczu popisał się środkowy obrońca Lille Adil Rami, który zapewnił swojej drużynie awans.

Liverpool trafił na zdecydowanie łatwiejszego przeciwnika. Rumuński mistrz Unirea Urziceni to prawdziwy Kopciuszek na piłkarskiej mapie, praktycznie nieznany szerszej publiczności. Niestety kryzys w jakim pogrążona jest drużyna z Premiership dał także znać o sobie w meczach pucharowych. W Rumunii górą byli The Reds. Gola na wagę zwycięstwa zdobył pod koniec pojedynku David Ngog. Rewanż miał być już tylko formalnością, lecz piłkarze z Anfield Road musieli w pocie czoła zapracować na wyeliminowanie przeciwnika.

Liverpool znowu miał pod górkę, a wszystko przez to że przed upływem 20. minuty przegrywał z niedoświadczoną Unireą. Wydawało się, że powrócą stare demony, że gospodarze wypadną tak słabo, jak miało to miejsce choćby w starciu z Debreczynem w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Na szczęście zawodnicy z Liverpoolu w porę wzięli się w garść i kilka chwil później zdołali wyrównać. Tuż przed zejściem na przerwę zespół Beniteza już prowadził.

Po przerwie udokumentowali swoją przewagę dobijając rywala zdobyciem trzeciego gola. Kryzys dalej ciągnie się za The Reds, którzy w ostatniej kolejce Premiership przegrali z Wigan spadając na szóste miejsce w tabeli. Tym samym występ w przyszłorocznej edycji LM stoi pod znakiem zapytania. Zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja Lille. Francuzi liczą się w walce o lokaty premiujące udziałem w najważniejszych rozgrywkach klubowych w Europie.

Lille przed własną publicznością spisuje się wręcz wspaniale. Z ostatnich szesnastu występach na własnym boisku w europejskich pucharach zaznali tylko jednej porażki. W bieżącym sezonie natomiast wygrali pięć z sześciu meczów u siebie. Liverpool z kolei legitymuje się dobrym bilansem w meczach wyjazdowych – jedna porażka na dziesięć spotkań. Dla gości korzystny jest również historia wizyt we Francji. Pięć meczów to cztery zwycięstwa i jeden remis.

Mocnym atutem gospodarzy jest forma, Lille przez długi okres błyszczało w Ligue 1 ścierając na pył kolejnych przeciwników, następnie przydarzył im się dołek formy, lecz ostatnio ponownie złapali wiatr w żagle i usadowili się w czołówce tabeli. Liverpool nękany przez kryzys, kontuzje wykluczające ważne ogniwa zespołu. Wiele do życzenia pozostawia także ich marniutka skuteczność. Lille to nie jest chłopiec do bicia, to zespół, który stać na awans przy odrobinie szczęścia. U siebie są bardzo groźni, jeśli wykorzystają słabość rywala, wygrają.

Najważniejsze by od początku grali skoncentrowani, by nie przelękli się bardziej utytułowanego rywala, który na chwilę obecną bardziej może straszyć nazwą niż formą. Liverpoolowi potrzebny jest sukces na międzynarodowej arenie, ale jeszcze bardziej potrzebują zająć miejsce w czołowej czwórce, więc swe wysiłki powinni bardziej skoncentrować na rozgrywkach krajowych. W składzie gospodarzy może zabraknąć Gervinho, De Melo, Debuchyego czy może i Ramiego, ale nawet bez nich stać ich na korzystny wynik.

Valencia – Werder Brema over 2.5

Niezwykle ciekawie zapowiada się pojedynek na Estadio Mestalla. Valencia zmierzy się z Werderem Brema w 1/8 Ligi Europy. Gospodarze prowadzeni przez Unaia Emery mają okazję wziąć rewanż za porażkę z zielono-białymi w sezonie 2004/2005. Valencia przegrała zarówno na wyjeździe jak i u siebie.

Szczęście zdaje się sprzyjać zawodnikom Nietoperzy. Po zakończeniu fazy grupowej Valencia trafiła na Club Brugge. Wydawało się, że nie powinni mieć większych problemów z wyeliminowaniem Belgów, mimo, że ci potrafili wywalczyć awans do następnej fazy rozgrywek, choć rywale w grupie nie należeli do najłatwiejszych. Oczekiwania i prognozy wzięły rozbrat z rzeczywistością.

Valencia w pierwszym starciu grała na wyjeździe i niestety mecz zakończył się po myśli gospodarzy, którzy przerwali serię osiemnastu kolejnych spotkań pucharowych bez porażki. Wygrana Brugii wywołała pewną niespodziankę. Wynik mógł być inny, lecz kapitalne zawody rozgrywał bramkarz Belgów Stijn Stijnen, który bronił w niesamowitych sytuacjach. W drugiej połowie goście grali w osłabieniu po czerwonej kartce Davida Silvy. Gospodarze wykorzystali ten atut i zdobyli gola na wagę zwycięstwa.

Mimo jednobramkowej straty to Hiszpanie dalej byli faworytami do awansu. Chwilę po pierwszym gwizdku Mata doprowadził do wyrównania, jednakże później gole nie padały. Goście bowiem grali bardzo defensywnie, a rozpaczliwe ataki gospodarzy przypominały bicie głową w mur. Ofensywa Valencii nie potrafiła przedrzeć się przez żelazną obronę Belgów, a gdy już wreszcie to zrobiła na przeszkodzie stawał im Stijnen. O tym, która drużyna pożegna się z Ligą Europy musiała zadecydować dogrywka. Tu już bezapelacyjnie lepiej spisywali się zawodnicy Nietoperzy. Awans zapewnił im Pablo Hernandez, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i przepchnął swój klub do następnej rundy.

Droga Werderu także nie była usłana różami. Twente Enschede Steve’a McClarena napsuło sporo krwi Bremeńczykom zwłaszcza w pierwszym meczu, który był rozgrywany w Holandii. Werder przystępował do dwumeczu jako zdecydowany faworyt oraz jedna z najlepiej grających drużyn w tej edycji Ligi Europy.

Jakież było zdziwienie sympatyków zielono-białych, gdy po ostatnim gwizdku sędziego ręce do góry w geście zwycięstwa wznosili piłkarze występujący na co dzień w Eredivisie. Werder dominował, lecz nie potrafił zamienić przewagi na gole. Podobnie jak w przypadku Valencii na drodze do ich szczęścia stanęła fenomenalna postawa bramkarza Twente, który dokonywał niemal cudów w bramce i ani razu nie dał się zaskoczyć wirtuozom piłkarskiego rzemiosła z Bremy.

Twente choć do drugiego meczu przystępowało mocno podbudowane niespodziewanym zwycięstwem zdawało sobie sprawę, że Werder u siebie nie popuści, że czeka ich trudna przeprawa i prawdziwa nawałnica ataków ze strony gospodarzy. Bremeńczycy wzięli srogi rewanż i już do przerwy prowadziło 3:1. Po zmianie stron dorzucili jeszcze jednego gola i mogli cieszyć się z wygranej. Piłkarzem meczu był Claudio Pizarro.

Peruwiańczyk tym razem nie zawiódł i aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców. Zastrzeżenia można mieć do postawy defensywy, która zagrała trochę niepewnie i nie potrafiła zachować czystego konta. Niemniej mecz na Weserstadion był dla Werderu bardzo udany, piłkarze ofensywni zaprezentowali się w całej krasie i dowiedli, iż drzemią w nich niebagatelne umiejętności.

Oczywiście po zmaganiach pucharowych obie drużyny wróciły na krajowe boiska i toczyły boje ligowe. Umiarkowanie lepsze wrażenie sprawiał Werder Brema, który od rewanżowego meczu z Twente rozegrał dwa spotkania w Bundeslidze. Do swojego konta dopisali cztery punkty. O ile zwycięstwo nad Mainz przyjęto jak coś zupełnie naturalnego, o tyle po meczu ze Stuttgartem na zespół spłynęła fala krytyki. Werder wywalczył jeden punkt, lecz miał sporo szczęścia, gdyż równie dobrze mógł przegrać.

Bremeńczycy przez pierwsze trzy kwadranse grali po prostu beznadziejnie, na przerwę schodzili przegrywając różnicą dwóch bramek. Po wznowieniu gry wypadli już dużo lepiej, choć gole zdobyli w końcówce meczu, udało im się doprowadzić do remisu. Ale chluby swym występem nie przynieśli. Dyrektor sportowy Klaus Allofs zarzucił piłkarzom brak koncentracji. Rozczarowania nie krył Thomas Schaaf, który liczył na zdobycie trzech punktów. Mimo to Werder dalej liczy się w walce o awans do przyszłorocznych europejskich pucharów.

Valencia również brała udział w dwóch kolejkach. Niestety zaprezentowała się dużo gorzej, gdyż była w stanie ugrać tylko jedno oczko. Najpierw doznali upokarzającej, wysokiej porażki z bardzo przeciętnie grającym w tym sezonie Atletico Madryt, a w ostatniej serii spotkań nie potrafiła pokonać przed własną publicznością Racingu Santander.

Goście z Santander to również ekipa nienajwyższych lotów, która aktualnie broni się przed spadkiem. Mimo to potrafiła częściej utrzymywać się przy piłce i być bliżej zdobycia trzech punktów. Valencia ponownie zaprezentowała słabą skuteczność. Doskonałe sytuacje marnował David Villa. Po części za słabsze wyniki może odpowiadać sytuacja kadrowa Valencii, największe braki drużyna ma w linii obrony. W najbliższym meczu zabraknie Bruno i Mathieu. Dla porównania Thomas Schaaf może nie skorzystać z kontuzjowanych Boenischa, Wagnera i Niemeyera. Pod znakiem zapytania stoi występ Fritza i Bargfrede.

Faworytem jest Valencia, która przed własną publicznością spisuje się wprost wspaniale czy to w rozgrywkach Primera Division czy Ligi Europy. Z drugiej strony warto pamiętać, że Werder bardzo dobrze spisuje się w meczach wyjazdowych. Porażka z Twente jest tu wyjątkiem od reguły. Poza tym Werder już w tej edycji LE występował już na hiszpańskich boiskach. W fazie grupowej Bremeńczycy pokonali w Bilbao Athletic 3:0. Valencia ma trudności z wygrywaniem z niemieckimi zespołami. Cztery z pięciu ostatnich prób kończyły się remisami.

Werder w tej potyczce ma większe szanse niż sugerowałyby to kursy wystawione na to spotkanie. Trener Unai Emery zapewniał po meczu z Racingiem, że z Werderem ujrzymy już zupełnie inną, w domyśle lepiej grającą Valencię, ale goście dysponują porównywalną siłą w ofensywie, więc może wywieźć z Hiszpanii korzystny wynik. O tym jednak jak będzie zadecyduje boisko.




Skomentuj

Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

Sonda


Kto wygra grupę A Ligi Europy?




Sonda


Czy Franciszek Smuda powinien nadal prowadzić reprezentację?



 
poz drużyna m gole Pkt.
1 Chelsea Fc 3 14:0 9
2 Arsenal 3 9:2 7
3 Manchester United 3 8:2 7
4 Aston Villa 3 4:6 6
5 Bolton Wanderers 3 5:3 5
6 Birmingham City 3 6:5 5
m - ilość rozegranych meczy

Tabela

Newsleter



Najciekawsze kursy i wydarzenia co
tydzień na Twoja skrzynke e-mail

Wpisz e-mail:
 
    Bukmacherzy